Anatomia podsłuchu
Afera Pegasusa: podsłuchy, za którymi nikt nie nadzoruje państwa
Sprawa Pegasusa jest opisywana jako afera jednej partii. Dokumenty pokazują coś mniej wygodnego: narzędzie trafiło do państwa, które nie miało mechanizmu, żeby je kontrolować — i nadal go nie ma, niezależnie od tego, kto rządzi.
Zacznijmy od tego, czym Pegasus jest, bo od tego zależy cała reszta.
To nie jest podsłuch telefoniczny. Podsłuch rejestruje rozmowę. Pegasus przejmuje urządzenie: daje dostęp do wiadomości, zdjęć, plików, kontaktów, historii lokalizacji, a w zależności od wersji pozwala też włączyć mikrofon i kamerę. W nowszych wariantach infekcja nie wymaga kliknięcia w nic — to tak zwany scenariusz zero-click, wykorzystujący lukę w oprogramowaniu telefonu.
Różnica jest zasadnicza. Podsłuch rejestruje to, co powiesz od momentu włączenia. Pegasus zabiera również wszystko, co jest już w telefonie — a więc dane sprzed dnia, w którym sąd czegokolwiek pozwolił. To nie jest szczegół techniczny, tylko sedno problemu prawnego, do którego wrócimy.
Produkuje go izraelska firma NSO Group i sprzedaje wyłącznie państwom. W 2021 roku międzynarodowe śledztwo dziennikarskie, prowadzone przez kilkanaście redakcji, wskazało, że narzędzie umożliwiało śledzenie co najmniej 180 dziennikarzy, około 600 polityków, działaczy praw człowieka i przedstawicieli biznesu w wielu krajach. Polska jest jednym z rozdziałów tej historii, nie całą historią.
Rozdział pierwszyCo jest bezsporne
Na tym poziomie nie ma sporu między stronami. Różnią się oceną, nie faktami.
Zakup. Polskie służby nabyły system jesienią 2017 roku. Marian Banaś, prezes NIK, zeznał przed komisją śledczą, że wydano na to 33,4 miliona złotych: 25 milionów ze środków Funduszu Sprawiedliwości i 8,4 miliona ze środków CBA. Wcześniej dziennikarze podawali kwotę rzędu 34 milionów, na trop wpadła zaś NIK w 2019 roku, analizując faktury CBA.
Kto za tym stał. Zbigniew Ziobro przyznał przed komisją, że był inicjatorem zakupu. Dodał, że formalna decyzja o przekazaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości należała do ówczesnego wiceministra Michała Wosia, który — jak to ujął — znał jego kierunkową wolę.
Warto zauważyć, co to znaczy. Fundusz Sprawiedliwości to pieniądze zasądzane od sprawców przestępstw z przeznaczeniem na pomoc ofiarom. Zostały użyte na zakup systemu inwigilacji dla służby specjalnej. To ten sam mechanizm, który NIK opisała przy całym Funduszu1 — tylko w szczególnie jaskrawej wersji.
Kto używał i wobec ilu osób. W kwietniu 2024 roku ówczesny Prokurator Generalny Adam Bodnar przedstawił Sejmowi dane przekazane przez służby. W latach 2017–2022 kontrolą operacyjną z użyciem Pegasusa objęto 578 osób. Używały go trzy służby: Centralne Biuro Antykorupcyjne, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego.
Ustalono również, że system był w Polsce obsługiwany przez operatora oznaczonego kryptonimem „Orzeł Biały”, który zaczął działać w listopadzie 2017 roku — półtora miesiąca po zakupie.
Rozdział drugiTrzy potwierdzone przypadki i dlaczego dowód jest mocny
Nazwiska większości z 578 osób nie są znane i prawdopodobnie nie będą — wrócę do tego. Trzy przypadki zostały jednak potwierdzone technicznie.
Roman Giertych, adwokat reprezentujący polityków opozycji — według Citizen Lab osiemnaście włamań na telefon w 2019 roku.
Ewa Wrzosek, prokurator, która wszczęła śledztwo w sprawie wyborów kopertowych, umorzone przez przełożonych tego samego dnia — inwigilowana w okresie od czerwca do sierpnia 2021 roku. Prokuratura odmówiła jej wszczęcia śledztwa w sprawie ataku na jej własny telefon 29 grudnia 2021 roku.
Krzysztof Brejza, wówczas szef sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej — trzydzieści trzy włamania między 26 kwietnia a 23 października 2019 roku, czyli dokładnie w okresie dwóch kampanii wyborczych: do Parlamentu Europejskiego i do Sejmu. John Scott-Railton z Citizen Lab określił to jako jeden z najbardziej agresywnych znanych im przypadków użycia Pegasusa. Prokuratura Krajowa potwierdziła fakt inwigilacji Brejzy.
Dlaczego to nie jest „ktoś coś powiedział”
To jest ważne dla całej serii, bo dotyczy jakości dowodu.
Citizen Lab to zespół badawczy działający przy Uniwersytecie w Toronto. Analiza polegała na zbadaniu kopii zapasowych z telefonów — Pegasus zostawia w systemie ślady, które da się zidentyfikować. Następnie te same kopie otrzymał Donncha Ó Cearbhaill z Security Lab Amnesty International, który przeanalizował je niezależnie opracowanymi narzędziami i potwierdził ustalenia.
Dwa zespoły, osobne metody, ten sam wynik, opublikowana metodologia. Na drabinie dowodów2 to stoi bardzo wysoko — wyżej niż zeznanie świadka i wyżej niż akt oskarżenia.
Rozdział trzeciCo jest sporne — i dlaczego to ma znaczenie
Tu zaczyna się część, w której trzeba uważać, bo obie strony mają argumenty, których nie da się zbyć wzruszeniem ramion.
Spór pierwszy: czy sąd się zgodził
Każde użycie kontroli operacyjnej wymaga zgody sądu i zgody prokuratora. Rzecznik ministra koordynatora służb w 2021 roku oświadczał, że polskie służby działają zgodnie z polskim prawem. Ziobro wskazywał, że bez postanowienia niezawisłego sądu takie decyzje nie mogłyby zapaść.
Według ustaleń „Gazety Wyborczej” wniosek dotyczący Brejzy złożył ówczesny wiceszef CBA Grzegorz Ocieczek, a zatwierdził go ówczesny prokurator krajowy Bogdan Święczkowski. CBA wnioskowało o trzy miesiące, sąd zgodził się na jeden — a analiza Citizen Lab pokazuje włamania rozłożone na sześć miesięcy.
Jeśli te ustalenia są prawdziwe, to formalna zgoda sądu istniała i jednocześnie nie obejmowała większości tego, co się wydarzyło. Sprawa nie została rozstrzygnięta prawomocnie i dlatego zostaje w kategorii spornych.
Spór drugi: czy zgoda sądu w ogóle mogła obejmować to, co Pegasus robi
To jest najciekawszy problem w całej sprawie i najrzadziej omawiany, bo jest techniczny.
Kontrola operacyjna z definicji działa w przód: sąd zezwala na rejestrowanie komunikacji od dnia zarządzenia do dnia zakończenia. Tymczasem Pegasus, przejmując telefon, daje dostęp również do treści, które były w nim wcześniej — korespondencji sprzed miesięcy czy lat.
Innymi słowy: nawet przy formalnie poprawnej zgodzie narzędzie pobiera dane, na które ta zgoda nie mogła opiewać, bo w chwili jej wydania te dane należały do przeszłości.
Do tego dochodzą dwa zarzuty natury ustrojowej, podnoszone przez członków komisji śledczej: że CBA nie miało ustawowego uprawnienia do przełamywania zabezpieczeń urządzeń obywateli oraz że system nie przeszedł akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego, czyli formalnego dopuszczenia do przetwarzania informacji niejawnych. To są twierdzenia strony, nie ustalenia sądu — ale dotyczą rzeczy sprawdzalnych dokumentami.
Spór trzeci: czy to wpłynęło na wynik wyborów
Brejza twierdzi, że część wykradzionej korespondencji została spreparowana i wykorzystana w kampanii oczerniającej w mediach publicznych. To jest zarzut poważny i nierozstrzygnięty sądownie.
W raporcie senackiej komisji z 2023 roku przytoczono opinie prawników — między innymi profesora Andrzeja Zolla, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego — że gdyby Sąd Najwyższy orzekający o ważności wyborów w 2019 roku dysponował dzisiejszą wiedzą, musiałby rozważyć stwierdzenie ich nieważności.
Trzeba to czytać dokładnie. To są opinie prawne wybitnych prawników, a nie orzeczenie. Sąd Najwyższy stwierdził ważność wyborów 2019 i tego nie zmieniono. Zdanie „wybory były nieważne” jest fałszywe. Zdanie „poważni prawnicy uważają, że przy pełnej wiedzy mogłyby zostać unieważnione” jest prawdziwe. Różnica między tymi zdaniami jest taka sama jak między aktem oskarżenia a wyrokiem: pierwsze to czyjeś stanowisko, drugie to rozstrzygnięcie.
Rozdział czwartyStruktura, czyli najważniejsza część tego tekstu
Gdyby zniknął Pegasus, gdyby zniknął Ziobro i gdyby zniknęło CBA, problem opisany poniżej zostałby w całości.
W kwietniu 2024 roku Prokurator Generalny podał Sejmowi dane o całej kontroli operacyjnej w Polsce — nie tylko o Pegasusie. Za 2023 rok wyglądały tak.
Łącznie wnioski objęły niemal sześć tysięcy osób w jednym roku. A teraz liczba, która mówi wszystko:
Sądy odmówiły zarządzenia kontroli wobec 22 osób z niemal sześciu tysięcy. To jest zgoda w ponad 99 procentach przypadków.
Prokuratorzy nie wyrazili zgody wobec kolejnych 116 osób. Sumarycznie odsiew na obu etapach to niecałe dwa i pół procent.
Dlaczego tak jest — i dlaczego to nie musi oznaczać złej woli sędziów
Postępowanie o zarządzenie kontroli operacyjnej ma cechę, która przesądza o wyniku: jest jednostronne. Służba składa wniosek, prokurator go akceptuje, sąd rozpoznaje go w oparciu o materiał dostarczony przez wnioskodawcę. Nie ma drugiej strony. Nie ma nikogo, kto zakwestionowałby przedstawioną wersję, bo osoba, której to dotyczy, z natury rzeczy nie może o tym wiedzieć.
W zwykłym procesie prawda wykuwa się ze zderzenia dwóch wersji. Tutaj wersja jest jedna. Sędzia nie jest w stanie sprawdzić, czy uzasadnienie wniosku jest rzetelne — może jedynie ocenić, czy brzmi spójnie.
Drugi element jest jeszcze ważniejszy. Obywatel, wobec którego prowadzono kontrolę, ale nie postawiono mu zarzutów, nigdy się o tym nie dowiaduje. Nie ma obowiązku poinformowania go po zakończeniu sprawy. To oznacza, że nie może się poskarżyć, nie może żądać odszkodowania, nie może zweryfikować, czy podstawa była prawdziwa — a system nie dostaje żadnej informacji zwrotnej o własnych pomyłkach.
W wielu państwach europejskich istnieje obowiązek notyfikacji następczej — po zakończeniu sprawy i ustaniu przesłanek tajności państwo ma poinformować osobę, że była inwigilowana. Istnieją też niezależne organy nadzoru nad służbami, oddzielne od rządu i od sądów rozpatrujących wnioski. Polska nie ma ani jednego, ani drugiego.
Po aferze zapowiedziano prace nad Kodeksem Pracy Operacyjnej, który miałby uporządkować nadzór. Do września 2026 roku pozostaje to zapowiedzią, a nie obowiązującym prawem.
Rozdział piątyRozliczenie i jego granice
Sejm powołał komisję śledczą 17 stycznia 2024 roku; pierwsze posiedzenie odbyło się miesiąc później. Komisja bada okres od 16 listopada 2015 do 20 listopada 2023 roku — czyli całe rządy Zjednoczonej Prawicy.
Cztery bariery, o które to rozliczenie się rozbiło
- Immunitet. Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, odpowiedzialni wówczas za nadzór nad służbami, są europosłami i przed komisją nie stanęli.
- Tajemnica państwowa. Materiały o najwyższej klauzuli nie mogą zostać ujawnione — i to nie jest wymówka polityczna, tylko realne ograniczenie: ujawnienie metod operacyjnych służb ma konsekwencje dla bezpieczeństwa państwa.
- Spór o legalność samej komisji. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował zakres jej działania, argumentując, że komisja ocenia legalność kontroli zarządzanej przez sąd, a więc wkracza w niezawisłość sędziowską. Rząd uważa ten wyrok za wydany w wadliwym składzie i go nie opublikował. Czytelnik nie musi tego rozstrzygać — musi wiedzieć, że instytucja powołana do rozstrzygania takich sporów jest sama ich przedmiotem.
- Ochrona samych pokrzywdzonych. Lista nazwisk nie została opublikowana również dlatego, że nie każda z 578 osób chce, by jej nazwisko na takiej liście się znalazło — i dlatego, że mogłyby z niej skorzystać obce wywiady.
Rozdział szóstyRozdzielenie
- Jednostronny charakter postępowania o kontrolę operacyjną — brak kogokolwiek po drugiej stronie.
- Brak obowiązku poinformowania obywatela po zakończeniu inwigilacji, jeśli nie postawiono mu zarzutów.
- Brak niezależnego organu nadzoru nad służbami.
- Połączenie funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, przez które zgoda prokuratorska przestaje być barierą wobec władzy politycznej.
- Rozdźwięk między konstrukcją prawa (zgoda działa w przód) a możliwościami narzędzia (sięga wstecz).
- Decyzja o zakupie systemu klasy spyware dla służby specjalnej — Ziobro przyznał się do inicjatywy.
- Sfinansowanie go z Funduszu przeznaczonego ustawowo na pomoc ofiarom przestępstw.
- Wieloletnie niewprowadzenie nadzoru nad służbami — przez kolejne rządy, także obecny, który to zapowiadał.
- Inwigilacja Jacka Karnowskiego — według prokuratury bez podstaw faktycznych i prawnych; zarzuty wobec dwojga funkcjonariuszy CBA.
- Przekazanie 25 milionów z Funduszu Sprawiedliwości — akt oskarżenia wobec Michała Wosia.
- Rozbieżność między zakresem zgody sądu a faktycznym czasem inwigilacji Brejzy — ustalenia dziennikarskie, sprawa nierozstrzygnięta.
Rozdział siódmyCzego rozstrzygnąć się nie da
Kim było pozostałych 575 osób. Nie wiemy i najprawdopodobniej się nie dowiemy. Bodnar mówił, że lista jest szokująco długa, i zarazem że jej publikacja jest niemożliwa. Część z tych osób to mogli być rzeczywiści przestępcy — były Prokurator Generalny sam zaznaczył, że nie w każdym przypadku cel użycia był naganny. Nie mamy jak sprawdzić proporcji.
Czy materiały z telefonu Brejzy trafiły do kampanii. Twierdzenie jednej strony przeciw zaprzeczeniu drugiej. Brak rozstrzygnięcia.
Ile głosów to zmieniło. Pytanie kontrfaktyczne.4 Nie ma sposobu, żeby to policzyć.
Czy sędziowie wydający zgody byli wprowadzani w błąd, czy działali rutynowo. To znów pytanie o cudzą głowę. Statystyka pokazuje, że zgody są udzielane niemal automatycznie — ale statystyka nie mówi, dlaczego w konkretnej sprawie sędzia zdecydował tak, a nie inaczej.
ZakończenieDlaczego to dotyczy również tych, którzy nic nie zrobili
Naturalna reakcja na tę sprawę brzmi: to konflikt polityków, mnie nie dotyczy, nie mam nic do ukrycia.
Ta reakcja opiera się na cichym założeniu, że inwigilacja spotyka tego, kto na nią zasłużył. Dane z rozdziału czwartego mówią coś innego: mechanizm, który zatwierdza ponad 99 procent wniosków i nigdy nie informuje osoby, której dotyczył, nie odróżnia winnych od niewinnych — bo nie ma jak. Nie ma w nim etapu, na którym pomyłka mogłaby wyjść na jaw.
To nie jest argument za tym, żeby służby nie miały narzędzi. Państwo musi umieć śledzić ludzi planujących zamach albo pranie pieniędzy, a przestępcy nie korzystają z telefonów stacjonarnych. Argument jest węższy i trudniejszy do odrzucenia: narzędzie o tej sile wymaga nadzoru proporcjonalnego do siły — a tego nadzoru nie ma.
Jeśli miałbym z tego tekstu wybrać jedno pytanie, które warto zadać politykowi przed wyborami, brzmiałoby tak:
Czy poprze pan obowiązek poinformowania obywatela, że był inwigilowany, po zakończeniu sprawy, w której nie postawiono mu zarzutów?
To pytanie jest dobre, bo nie da się na nie odpowiedzieć hasłem i bo odpowiedź nic nie kosztuje politycznie — a mimo to od dwudziestu lat żadna większość tego nie wprowadziła. Rządy się zmieniały. Narzędzia zostawały.
AneksŹródła
- Informacja Prokuratora Generalnego o kontroli operacyjnej przedstawiona Sejmowi w kwietniu 2024 — podstawowe źródło liczbowe tego tekstu (578 osób, statystyki za 2023).
- Citizen Lab (Uniwersytet w Toronto) oraz Security Lab Amnesty International — analizy techniczne telefonów Giertycha, Wrzosek i Brejzy; relacje Associated Press.
- Raport końcowy senackiej komisji nadzwyczajnej ds. wyjaśnienia przypadków nielegalnej inwigilacji (2023) — dostępny na senat.gov.pl, zawiera m.in. opinie prof. Andrzeja Zolla i ustalenia dotyczące operatora „Orzeł Biały”.
- Sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa — protokoły i transmisje posiedzeń na sejm.gov.pl; uchwała powołująca opublikowana w Monitorze Polskim (2024, poz. 70).
- Demagog — analiza stanu realizacji obietnicy ujawnienia listy osób inwigilowanych (Konkret 65).
- Fundacja Panoptykon — analizy dotyczące nadzoru nad służbami i kontroli operacyjnej w Polsce.
- Doniesienia prasowe: „Gazeta Wyborcza” (wniosek o inwigilację Brejzy), „Rzeczpospolita”, PAP, RMF FM, TVN24, OKO.press, Bankier.pl, spidersweb.pl. Stanowisko strony przeciwnej: wPolityce.pl, Niezalezna.pl, tvrepublika.pl — z zastrzeżeniem, że materiał redakcji zaangażowanej po jednej stronie sporu jest źródłem o stanowisku tej strony, a nie o faktach.
- Fundusz Sprawiedliwości — pieniądze zasądzane od sprawców przestępstw, przeznaczone ustawowo na pomoc ofiarom, którymi dysponował minister sprawiedliwości. Według dwóch kontroli NIK ponad 60% dotacji przyznawano bez konkursu, według uznania, a w 2023 roku fundusz wydał więcej na autopromocję niż na pomoc psychologiczną i prawną dla pokrzywdzonych. Szerzej: „Anatomia władzy”.
- Drabina dowodów — dowody uszeregowane od najmocniejszego: prawomocny wyrok sądu, raport NIK, akt oskarżenia (stanowisko prokuratury, nie ustalenie sądu), śledztwo dziennikarskie, lista afer od partii przeciwnej, a na samym dole rolka na TikToku albo wypowiedź polityka o sobie. Szerzej: „Anatomia władzy”.
- Spór o Trybunał — od 2015 roku trwa spór o legalność wyboru części sędziów Trybunału Konstytucyjnego: najpierw tych wybranych przez poprzedni Sejm, potem przez kolejne. Szerzej: „Anatomia sporu”.
- Pytanie kontrfaktyczne — pytanie o scenariusz, który się nie wydarzył („co by było, gdyby…”). Nie ma go z czym porównać, więc nie da się na nie odpowiedzieć danymi.