← Wszystkie teksty
Artykuł badawczy

Anatomia odporności

Jak działają szczepionki, skąd skutki uboczne i dlaczego tylu ludzi się ich boi

Przeciętna szczepionka powstaje ponad dziesięć lat, a na COVID-19 była gotowa w niecały rok. Jak działa coś, co wstrzykujemy zdrowym ludziom? Co realnie trafia do organizmu, jakie są skutki uboczne i dlaczego właśnie szczepionki — a nie tabletki z apteki — budzą tyle strachu?

Październik 2026 · czas czytania ok. 32 minuty

2 grudnia 2020 roku Wielka Brytania jako pierwszy kraj na świecie dopuściła do użycia w pełni przebadaną szczepionkę przeciw COVID-19. Od rozpoczęcia badań klinicznych tego preparatu minęło niecałe osiem miesięcy. Wcześniej najszybciej opracowaną szczepionką była ta przeciw śwince. W latach 60. jej przygotowanie zajęło około czterech lat i przez pół wieku nikt tego rekordu nie pobił.

Dla jednych to był cud nauki. Dla innych — najlepszy dowód, że coś tu pominięto. Skoro zwykle trwa to dekadę, a tym razem trwało kilka miesięcy, to co wycięto po drodze?

To uczciwe pytanie i zasługuje na uczciwą odpowiedź. Ale żeby na nie odpowiedzieć, trzeba najpierw zrozumieć kilka prostszych rzeczy. Jak szczepionka w ogóle działa? Co naprawdę jest w strzykawce? Dlaczego na niektóre choroby szczepionki szukamy od czterdziestu lat i dalej jej nie mamy?

Ja sam szczepiłem się na wszystko, na co mogłem. W ciągu roku boli mnie gardło może przez dwa dni i na tym moja „chorowitość” się kończy. Mimo to nie umiałbym jeszcze niedawno wyjaśnić, co dokładnie dzieje się w ramieniu po ukłuciu ani skąd w ludziach tyle strachu przed szczepionkami. Ten tekst jest próbą uporządkowania tego od podstaw: od komórek odpornościowych, przez historię afer, po psychologię lęku.

Zastrzeżenie
Ten tekst wyjaśnia mechanizmy i opisuje dane z badań. Nie zastępuje rozmowy z lekarzem o konkretnym szczepieniu, zwłaszcza przy chorobach przewlekłych, alergiach czy ciąży.

Rozdział pierwszyJak działa odporność i co robi szczepionka

Nasz układ odpornościowy ma dwie warstwy. Pierwsza to odporność wrodzona. Działa od razu i reaguje na wszystko, co wygląda obco. To ona odpowiada za stan zapalny, gorączkę i zaczerwienienie. Jest szybka, ale mało precyzyjna i niczego się nie uczy.

Druga warstwa to odporność nabyta. Jest wolniejsza, ale potrafi się uczyć. Jej najważniejsze elementy to dwa rodzaje białych krwinek:

Limfocyty B
Produkują przeciwciała — białka, które przyczepiają się do konkretnego fragmentu wirusa lub bakterii i go unieszkodliwiają albo oznaczają do zniszczenia.
Limfocyty T
Część z nich niszczy komórki, które już zostały zakażone. Inne koordynują całą odpowiedź — „wydają rozkazy” limfocytom B i reszcie układu.
Komórki pamięci
Po pokonaniu infekcji zostaje niewielka grupa limfocytów, które „pamiętają” wroga. Przy kolejnym kontakcie reagują w ciągu dni, a nie tygodni.

Kluczowe słowo to antygen. To fragment drobnoustroju, który układ odpornościowy rozpoznaje jako obcy. Najczęściej jest to białko z powierzchni wirusa lub bakterii. Przeciwciała nie rozpoznają całego wirusa, tylko konkretne kształty na jego powierzchni.

Przy pierwszej infekcji odporność nabyta potrzebuje zwykle od kilku dni do dwóch tygodni, żeby się rozkręcić. W tym czasie choroba może zdążyć nas poważnie uszkodzić. Przy drugim kontakcie, dzięki komórkom pamięci, organizm reaguje tak szybko, że często w ogóle nie zauważamy infekcji.

Szczepionka wykorzystuje dokładnie ten mechanizm. Pokazuje układowi odpornościowemu antygen, ale bez groźnej choroby. Dobrą analogią jest list gończy. Policja nie musi spotkać przestępcy, żeby go rozpoznać — wystarczy, że dostanie jego zdjęcie. Szczepionka to takie zdjęcie: pokazuje „twarz” wirusa, ale nie wpuszcza do organizmu samego wirusa zdolnego do wywołania choroby. Komórki pamięci zachowują ten list gończy na lata.

Analogia ma też ograniczenie, które dobrze tłumaczy pewne zjawiska. Jeśli przestępca zmieni wygląd, stary list gończy działa gorzej. Dlatego na grypę szczepimy się co roku, a szczepionki na COVID-19 trzeba było aktualizować. Wirus zmienia „twarz”, czyli białka na powierzchni.

Dlaczego po szczepieniu boli ramię i można mieć gorączkę

Te objawy nie są „zatruciem” szczepionką. To odporność wrodzona, która zauważyła coś obcego i zaczęła działać. Zapalenie w miejscu ukłucia przyciąga komórki odpornościowe, które zbierają antygen i zanoszą go do węzłów chłonnych. Tam uczą się go limfocyty. Amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) opisuje, że takie zmęczenie i dyskomfort trwają zwykle dzień lub dwa. Pełna odporność buduje się natomiast przez kilka tygodni — dlatego zaraz po szczepieniu nadal można zachorować.

Rozdział drugiCo realnie wstrzykujemy do organizmu

„Szczepionka” to nie jedna technologia, tylko kilka różnych sposobów pokazania organizmowi antygenu. Każdy ma swoje zalety i wady.

Żywe osłabione
Prawdziwy wirus, ale tak osłabiony, że nie wywołuje choroby u zdrowej osoby. Przykład: odra, świnka, różyczka (MMR). Dają bardzo silną odporność. Nie podaje się ich jednak osobom z poważnie osłabioną odpornością.
Inaktywowane
Wirus zabity, na przykład formaldehydem. Nie może się namnażać. Przykład: wstrzykiwana szczepionka przeciw polio. Zwykle wymagają kilku dawek.
Podjednostkowe
Tylko wybrane białko drobnoustroju, a nie cały wirus. Przykłady: wirusowe zapalenie wątroby typu B, HPV, nowe szczepionki przeciw RSV.
Toksoidy
Nie celują w samą bakterię, tylko w jej toksynę, unieszkodliwioną chemicznie. Przykład: tężec, błonica.
Wektorowe
Nieszkodliwy, niezdolny do namnażania wirus (najczęściej adenowirus) przenosi instrukcję do zrobienia antygenu. Przykład: szczepionka AstraZeneki na COVID-19.
mRNA
Sama instrukcja w postaci cząsteczki mRNA, zamknięta w kulce tłuszczu. Komórki według niej przez krótki czas same produkują antygen. Przykład: szczepionki Pfizera/BioNTechu i Moderny.

Jak działa szczepionka mRNA

Ten typ budzi najwięcej obaw, więc warto go rozłożyć na kroki. W każdej naszej komórce DNA leży w jądrze komórkowym jak oryginał książki kucharskiej w sejfie. Gdy komórka chce zrobić jakieś białko, kopiuje jeden przepis na kartkę — to właśnie mRNA. Kartka wychodzi z jądra do części komórki, gdzie na jej podstawie powstaje białko. Potem kartka się zużywa i rozpada.

Szczepionka mRNA dostarcza do komórek taką gotową kartkę z przepisem na jedno białko wirusa — w przypadku COVID-19 na tzw. białko kolca (ang. spike), którym wirus wchodzi do komórek. Komórki w okolicy ukłucia produkują przez krótki czas to białko i wystawiają je na powierzchnię. Układ odpornościowy widzi je i uczy się je rozpoznawać.

szczepionka mRNA w kulce tłuszczu komórka mięśnia ramienia jądro z DNA mRNA tu nie wchodzi mRNA → białko kolca mRNA rozpada się po kilku dniach białko na powierzchni limfocyty uczą się rozpoznawać białko Schemat poglądowy. Organizm dostaje przepis na jeden element wirusa, nie samego wirusa.
Droga szczepionki mRNA: od ukłucia do nauczenia limfocytów. mRNA nie wchodzi do jądra komórkowego i nie łączy się z DNA.

Dwie rzeczy są tu ważne. Po pierwsze, mRNA nie wchodzi do jądra komórkowego, czyli do „sejfu” z DNA. Nie ma też narzędzi, żeby wpisać się w nasze geny. Po drugie, mRNA jest z natury nietrwałe. Organizm rozkłada je szybko, w ciągu kilku dni. To zresztą był przez lata największy problem tej technologii, a nie zaleta.

Był też drugi problem: wprowadzone z zewnątrz mRNA wywoływało silny stan zapalny. Rozwiązały go Katalin Karikó i Drew Weissman. W 2005 roku opublikowali odkrycie, że niewielka zmiana chemiczna w „literach” mRNA prawie całkowicie wygasza tę reakcję zapalną. Kolejne badania z 2008 i 2010 roku pokazały, że tak zmienione mRNA daje też znacznie więcej białka. W 2023 roku dostali za to Nagrodę Nobla. Komitet noblowski podkreślił, że ich praca powstała około piętnaście lat przed pandemią — to jeden z kluczy do odpowiedzi na pytanie o tempo.

Co jeszcze jest w strzykawce

Poza antygenem szczepionki zawierają kilka grup składników. Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) wymienia je tak:

Adiuwanty
Substancje, które „podkręcają” odpowiedź odpornościową, żeby wystarczyło mniej antygenu. Najstarsze to sole glinu, stosowane od dziesięcioleci. FDA zauważa, że najwięcej glinu przyjmujemy z jedzeniem i wodą.
Stabilizatory
Cukry (sacharoza, laktoza), aminokwasy, białka jak żelatyna. Chronią szczepionkę przed rozpadem podczas przechowywania.
Konserwanty
Zapobiegają rozwojowi bakterii w fiolkach wielodawkowych, które nakłuwa się wiele razy.
Pozostałości
Śladowe ilości substancji z produkcji, np. formaldehydu czy antybiotyków. Według FDA noworodek o przeciętnej wadze ma w organizmie 50–70 razy więcej naturalnie wytwarzanego formaldehydu niż największa ilość, jaką może dostać ze szczepionki.

Argument „w szczepionkach jest formaldehyd” brzmi groźnie, bo formaldehyd kojarzy się z konserwowaniem zwłok. Tyle że nasz własny metabolizm stale go wytwarza. O tym, czy coś jest trucizną, decyduje dawka, a nie sama obecność substancji.

Rozdział trzeciDlaczego szczepionka powstaje dziesięć lat

Znalezienie kandydata na szczepionkę bywa najłatwiejszą częścią. Najdłużej trwa sprawdzanie, czy działa i czy jest bezpieczny. Wygląda to tak:

Badania przedkliniczne
Komórki w laboratorium i zwierzęta. Czy kandydat w ogóle wywołuje odpowiedź odpornościową?
Faza I
Kilkudziesięciu zdrowych ochotników. Głównie bezpieczeństwo i dawkowanie.
Faza II
Setki osób. Czy powstają przeciwciała, jaka dawka jest najlepsza, jakie są częste skutki uboczne.
Faza III
Tysiące lub dziesiątki tysięcy osób, połowa dostaje placebo. Czy zaszczepieni rzeczywiście chorują rzadziej? Ten etap trwa najdłużej.
Rejestracja
Urząd (w UE — Europejska Agencja Leków) sprawdza wszystkie dane.
Faza IV
Obserwacja po wprowadzeniu na rynek, na milionach ludzi. Tu wychodzą najrzadsze skutki uboczne.

Dlaczego faza III jest taka długa? Żeby sprawdzić, czy szczepionka chroni, trzeba poczekać, aż część uczestników zetknie się z chorobą w naturalny sposób. Nie zaraża się ich celowo. Jeśli choroba jest rzadka, czekanie na wystarczającą liczbę przypadków może trwać latami. Do tego potrzeba dużej grupy, żeby wyłapać rzadsze skutki uboczne.

Holenderscy badacze pod kierunkiem Esther Pronker przeanalizowali w 2013 roku w czasopiśmie „PLoS ONE” historię rozwoju szczepionek. Wyszło im, że przeciętna szczepionka potrzebuje 10,71 roku od badań przedklinicznych do rynku. Na rynek trafia tylko około 6 procent kandydatów, którzy weszli w fazę przedkliniczną.

Ciekawe, że gdy kandydat dotrze już do badań na ludziach, szanse są lepsze niż w przypadku zwykłych leków. Ekonomista Andrew Lo z MIT ze współpracownikami policzył w 2020 roku, że szczepionki przeciw chorobom zakaźnym rozwijane przez firmy przechodzą od fazy I do rejestracji w 39,6 procent przypadków. Dla leków ogółem to 11 procent, a dla leków onkologicznych — 3,9 procent.

Szansa przejścia od fazy I do rejestracji
Szczepionki (infekcje)
39,6%
Leki na infekcje
16,3%
Wszystkie leki
11,0%
Leki onkologiczne
3,9%
Lo, Siah, Wong, „Harvard Data Science Review”, 2020. Programy sponsorowane przez przemysł. Dla szczepionek rozwijanych poza przemysłem ten odsetek wynosi tylko 6,8%.

Choroby, na które szczepionki szukamy od dziesięcioleci

Najlepiej widać trudność na przykładach, w których mimo ogromnych pieniędzy szło bardzo źle.

RSV — szczepionka, która pogorszyła chorobę. Wirus RSV wywołuje groźne zapalenia płuc u niemowląt i starszych osób. W latach 60. testowano szczepionkę z zabitego wirusa. Efekt był odwrotny od zamierzonego: gdy zaszczepione dzieci zetknęły się potem z prawdziwym wirusem, około 80 procent z nich trafiło do szpitala, wobec 5 procent w grupie kontrolnej. Dwoje dzieci zmarło. Szczepionka nauczyła układ odpornościowy złej reakcji. Na kolejne próby trzeba było czekać dziesięciolecia. Przełom przyszedł dopiero, gdy w 2013 roku zrozumiano strukturę białka F wirusa i nauczono się je stabilizować w odpowiednim kształcie. Pierwszą szczepionkę przeciw RSV, Arexvy dla osób po 60. roku życia, amerykańska FDA zatwierdziła 3 maja 2023 roku. W badaniu na około 25 tysiącach osób zmniejszała ryzyko choroby dolnych dróg oddechowych o 82,6 procent.

HIV — wirus, który ucieka. HIV zmienia się szybciej niż jakikolwiek inny znany wirus. Ma wiele podtypów bardzo różniących się genetycznie. Najważniejsze miejsca na jego powierzchni są przykryte warstwą cukrów, która utrudnia przeciwciałom dostęp. Brakuje też wzoru do skopiowania: przy wielu chorobach szczepionka naśladuje to, co robi organizm osoby, która wyzdrowiała. Z HIV praktycznie nikt sam nie zdrowieje. Kolejne duże badania zawodziły: STEP w 2007 roku, HVTN 702 w Republice Południowej Afryki w 2020 roku i Mosaico zakończone w 2023 roku z powodu braku skuteczności.

Malaria — pasożyt, nie wirus. Malarię wywołuje pierwotniak, czyli organizm znacznie bardziej złożony niż wirus. Przechodzi przez kilka postaci w ciele człowieka i komara. Pierwszą szczepionkę, RTS,S, Światowa Organizacja Zdrowia zaleciła 6 października 2021 roku — po około 30 latach prac. W programie pilotażowym zmniejszała liczbę ciężkich, śmiertelnie groźnych przypadków o 30 procent. To mało w porównaniu z innymi szczepionkami, ale dużo w przypadku choroby, która co roku zabija ponad 260 tysięcy afrykańskich dzieci poniżej piątego roku życia.

Rozdział czwartyJak zrobiono to w niecały rok

Na tym tle COVID-19 wygląda jak wyjątek, który nie powinien się zdarzyć. Dziennikarz naukowy Philip Ball rozłożył ten wyjątek na części w czasopiśmie „Nature” w styczniu 2021 roku. Nie było jednego cudu, tylko kilka czynników naraz.

Lata przygotowań
Naukowcy od lat badali koronawirusy SARS i MERS. Wiedzieli, że celem powinno być białko kolca. Badacze amerykańskiego instytutu NIAID wiedzieli też, jak ustabilizować to białko w kształcie sprzed wniknięcia do komórki — taki kształt daje lepszy antygen.
Gotowa platforma
Szczepionki mRNA rozwijano intensywnie od 10–15 lat. Gdy w styczniu 2020 roku opublikowano genom wirusa, kandydata dało się zaprojektować i wyprodukować w kilka dni.
Pieniądze
Same Stany Zjednoczone w programie Operation Warp Speed wyłożyły około 10 miliardów dolarów z publicznych pieniędzy.
Fazy naraz
Dzięki finansowaniu firmy prowadziły fazy badań i przygotowanie produkcji równolegle, a nie jedna po drugiej. Produkowały miliony dawek, zanim wiedziały, czy szczepionka zadziała — ryzykując, że trzeba będzie je wyrzucić.
Dużo zakażeń
Wirus krążył wszędzie. W fazie III szybko pojawiła się liczba przypadków potrzebna do oceny skuteczności. Przy rzadkiej chorobie to czekanie trwa latami.
Szybsza ścieżka urzędowa
Dopuszczenie w trybie awaryjnym, z obowiązkiem dalszej obserwacji skutków ubocznych.

Najważniejsza różnica jest taka: etapów nie pominięto, tylko je nałożono na siebie. Zwykle po zakończeniu fazy II firma zastanawia się, czy w ogóle stać ją na drogą fazę III. Potem szuka pieniędzy, potem buduje fabrykę. Większość z tych dziesięciu lat to czekanie na decyzje, pieniądze i przypadki choroby, a nie samo badanie.

Weźmy kluczowe badanie szczepionki Pfizera i BioNTechu, opublikowane w grudniu 2020 roku w „New England Journal of Medicine”. Wzięło w nim udział 43 448 osób, czyli tyle, ile w typowej fazie III, a nie mniej. Połowa dostała szczepionkę, połowa placebo. Wśród zaszczepionych pojawiło się 8 przypadków COVID-19, w grupie placebo — 162. Stąd skuteczność 95 procent. Najczęstsze skutki uboczne to ból w miejscu ukłucia, zmęczenie i ból głowy, krótkotrwałe i łagodne lub umiarkowane. Poważne zdarzenia niepożądane występowały podobnie rzadko w obu grupach.

Ile lat trwało opracowanie szczepionki
RSV (od lat 60. do 2023)
~60
Malaria (RTS,S)
~30
Przeciętna szczepionka
10,7
Świnka (lata 60.)
~4
COVID-19 (od startu badań)
<1
Na podstawie: FDA (RSV), WHO (malaria), Pronker i in. 2013 (średnia), Ball, „Nature” 2021 (świnka, COVID-19). Okresy liczone różnie — dla COVID-19 od rozpoczęcia badań klinicznych, dla pozostałych od początku prac — więc porównanie jest orientacyjne.

Ball zwraca też uwagę na mniej oczywisty fakt: SARS-CoV-2 okazał się wdzięcznym celem. Zmienia się stosunkowo wolno i ma mniej sposobów na oszukiwanie układu odpornościowego niż HIV, wirusy opryszczki czy grypy. Eksperci cytowani przez „Nature” przestrzegali, że kolejna szczepionka nie musi powstać tak szybko. Bez podobnych pieniędzy, wcześniejszych badań i tak wielu zakażeń wrócimy do starego tempa.

Rozdział piątySkutki uboczne: krótkie, rzadkie i naprawdę rzadkie

Uczciwa odpowiedź na pytanie „czy szczepionki mają skutki uboczne?” brzmi: tak. Każdy produkt medyczny, który działa, ma jakieś skutki uboczne. Pytanie nie brzmi „czy”, tylko „jakie, jak często i w porównaniu z czym”.

Częste i krótkie

Ból i obrzęk ramienia, zmęczenie, ból głowy, czasem gorączka. To objawy pracy układu odpornościowego, opisane w poprzednich rozdziałach. Mijają zwykle w ciągu jednego–dwóch dni.

Rzadkie, ale poważne

Wstrząs anafilaktyczny, czyli gwałtowna reakcja alergiczna. W pierwszych dniach szczepień szczepionką Pfizera w USA CDC odnotowało 21 takich przypadków na prawie 1,9 miliona pierwszych dawek. To około 11 przypadków na milion, a według samego raportu pierwsze szacunki mogły być zawyżone. Mediana czasu wystąpienia wyniosła 13 minut, a 71 procent przypadków zaczęło się w ciągu kwadransa. Właśnie dlatego po szczepieniu czeka się 15 minut w przychodni. Wszyscy, o których były dane, wyzdrowieli.

Zapalenie mięśnia sercowego po szczepionkach mRNA. To najlepiej udokumentowany poważny skutek uboczny szczepień na COVID-19. Badanie CDC opublikowane w 2022 roku w „JAMA” przeanalizowało zgłoszenia po ponad 350 milionach dawek. Ryzyko było najwyższe u młodych mężczyzn, w tygodniu po drugiej dawce:

Zgłoszenia zapalenia mięśnia sercowego na milion drugich dawek
Chłopcy 16–17 lat (Pfizer)
105,9
Mężczyźni 18–24 lata (Moderna)
56,3
Mężczyźni 18–24 lata (Pfizer)
52,4
Oster i in., „JAMA” 2022. To dane z systemu zgłoszeń, a nie z badania z grupą kontrolną. Najwyższe ryzyko to około 1 przypadek na 9,4 tysiąca drugich dawek u chłopców 16–17 lat (obliczenie własne).

Przebieg był zwykle łagodny. Wśród osób poniżej 30. roku życia, o których były dokładne dane, prawie wszyscy trafili do szpitala na obserwację. U 87 procent objawy ustąpiły przed wypisem. Badacze nie potwierdzili żadnego zgonu, w którym przyczyną było poszczepienne zapalenie mięśnia sercowego. Badanie dotyczyło jednak przebiegu do wypisu, a nie stanu serca po latach — dlatego CDC prowadzi dalszą obserwację.

Dla szczepionek wektorowych (AstraZeneca, Johnson & Johnson) rozpoznano z kolei bardzo rzadki zespół zakrzepicy połączonej z niedoborem płytek krwi. W wielu krajach ograniczono potem ich stosowanie.

Najważniejszy przykład: Pandemrix i narkolepsja

Jest jeden przypadek, który pokazuje, że rzadki skutek uboczny może mieć skutki na całe życie. W czasie pandemii grypy A/H1N1 w latach 2009–2010 w wielu krajach Europy stosowano szczepionkę Pandemrix z adiuwantem AS03. Wkrótce w Szwecji i Finlandii zauważono gwałtowny wzrost zachorowań na narkolepsję u dzieci i młodzieży. To przewlekła choroba, w której mózg traci kontrolę nad snem i czuwaniem.

Fińskie badanie z 2012 roku w „PLoS ONE” pokazało, że wśród zaszczepionych dzieci i młodzieży w wieku 4–19 lat narkolepsja pojawiała się 12,7 razy częściej niż wśród niezaszczepionych. Jeden dodatkowy przypadek przypadał na około 16 tysięcy zaszczepionych. Wieloośrodkowe badanie Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) potwierdziło związek w Szwecji i Finlandii. W innych krajach wyniki zależały od metody analizy — część związku mogła wynikać z tego, że po nagłośnieniu sprawy lekarze zaczęli częściej rozpoznawać chorobę. Dokładny mechanizm wciąż nie jest w pełni wyjaśniony.

Ten przypadek trzeba opisać uczciwie z obu stron. Z jednej strony system nadzoru zadziałał: sygnał wykryto, zbadano i opisano. Z drugiej strony dla rodzin dotkniętych chorobą to była realna, trwała krzywda. Polska tej szczepionki nie stosowała, bo rząd zrezygnował z zakupu szczepionek pandemicznych — o tej decyzji jeszcze napiszę.

A co z „długofalowymi” skutkami, które ujawnią się za dziesięć lat?

To najczęstsza obawa i warto ją rozbić na dwie różne rzeczy. Pierwsza to skutek, który pojawia się po latach. Druga to skutek, który trwa latami.

Znane poważne skutki uboczne szczepionek pojawiały się w ciągu dni lub tygodni po szczepieniu. Anafilaksja — w minutach. Zapalenie mięśnia sercowego — najczęściej w ciągu tygodnia. Narkolepsja po Pandemriksie — w ciągu miesięcy po kampanii szczepień. Wynika to z mechanizmu. Składniki szczepionki rozkładają się albo są usuwane z organizmu w krótkim czasie, a reakcja odpornościowa toczy się w pierwszych tygodniach. Nie ma czegoś, co mogłoby „czekać” latami i nagle zadziałać.

Natomiast skutek może trwać długo — narkolepsja jest chorobą na całe życie. Uczciwe zdanie brzmi więc tak: szczepionki praktycznie nie wywołują skutków, które pojawiają się dopiero po latach, ale rzadkie powikłania, które wystąpią szybko, mogą mieć trwałe konsekwencje. Właśnie dlatego po wprowadzeniu szczepionki obserwuje się miliony osób.

Ryzyko w odpowiedniej skali

Żeby ocenić ryzyko, trzeba je z czymś porównać. Najlepiej z chorobą, przed którą szczepionka chroni. Według badania Światowej Organizacji Zdrowia opublikowanego w 2024 roku w „The Lancet” szczepienia przeciw 14 chorobom uratowały w ciągu 50 lat co najmniej 154 miliony istnień, w tym 101 milionów niemowląt. Samo szczepienie przeciw odrze odpowiada za prawie 94 miliony z nich. Szczepienia zmniejszyły śmiertelność niemowląt na świecie o 40 procent.

154 mln
istnień uratowanych przez szczepienia w latach 1974–2024 (WHO, „The Lancet” 2024). Autorzy nazywają tę liczbę ostrożną, bo badanie objęło tylko 14 chorób.
~94 mln
z nich to efekt szczepień przeciw odrze.
~11 na mln
pierwsza ocena częstości anafilaksji po szczepionce Pfizera (CDC, 2021).
1 na 16 tys.
dodatkowe przypadki narkolepsji u młodych zaszczepionych Pandemriksem w Finlandii (2012).

Rozdział szóstyAfery, które naprawdę się wydarzyły

Ruch antyszczepionkowy nie wziął się znikąd. W historii szczepionek są prawdziwe błędy i prawdziwe oszustwa. Znajomość tych historii pomaga zrozumieć, skąd bierze się nieufność — i dlaczego wnioski z nich często wyciąga się błędne.

1796
Edward Jenner chroni chłopca przed ospą prawdziwą za pomocą krowianki. Pierwsze ruchy przeciwników szczepień powstają w XIX wieku, gdy szczepienia stają się w Anglii obowiązkowe.
1955
Incydent Cuttera. Partie szczepionki przeciw polio z jednej firmy zawierały żywego, nieunieszkodliwionego wirusa.
1980
WHO ogłasza wytępienie ospy prawdziwej — jedynej choroby człowieka całkowicie usuniętej dzięki szczepieniom.
1998
Andrew Wakefield publikuje w „The Lancet” artykuł łączący szczepionkę MMR z autyzmem.
2009–2010
Pandemia grypy A/H1N1. Pandemrix i narkolepsja. Polska nie kupuje szczepionek pandemicznych.
2010–2011
„The Lancet” wycofuje artykuł Wakefielda. „BMJ” nazywa go oszustwem.
2020–2021
Szczepionki na COVID-19 i rekordowo szybka kampania szczepień na świecie.

Incydent Cuttera, 1955

W kwietniu 1955 roku Stany Zjednoczone ogłosiły, że szczepionka Jonasa Salka przeciw polio działa, i natychmiast zaczęły masowe szczepienia. Szczepionkę produkowało kilka firm. Partie z kalifornijskiego laboratorium Cutter zawierały wirusa, którego nie udało się w pełni unieszkodliwić. Według CDC skutkiem było około 40 tysięcy zachorowań na polio, około 200 dzieci z różnym stopniem paraliżu i 10 zgonów.

To był prawdziwy dramat. Ale jego skutkiem nie było porzucenie szczepionek, tylko stworzenie poważnego państwowego nadzoru nad ich produkcją. Polio, które wcześniej paraliżowało co roku tysiące dzieci, dziś jest bliskie wytępienia.

Wakefield i autyzm, 1998

To najważniejsza afera w historii ruchu antyszczepionkowego — i zarazem afera odwrotna, niż wiele osób sądzi. Nie chodziło o szkodliwą szczepionkę, tylko o sfałszowane badanie, które wywołało strach przed bezpieczną szczepionką.

W 1998 roku brytyjski lekarz Andrew Wakefield z dwunastoma współautorami opublikował w „The Lancet” opis 12 dzieci. Sugerował, że szczepionka MMR (przeciw odrze, śwince i różyczce) może prowadzić do nowego zespołu: autyzmu połączonego z chorobą jelit. To była mała seria przypadków bez grupy kontrolnej, czyli rodzaj badania, który z założenia nie może udowodnić związku przyczynowego.

Dziennikarz Brian Deer przez lata badał tę sprawę. Ustalił, że opisy dzieci w artykule nie zgadzały się z ich dokumentacją medyczną, a każda rozbieżność była „na korzyść” tezy autora. Brytyjska Naczelna Rada Lekarska uznała też, że Wakefield nieuczciwie przedstawiał między innymi źródła finansowania badania. „The Lancet” wycofał artykuł w 2010 roku. W styczniu 2011 roku redakcja „BMJ” napisała wprost, że artykuł był oszustwem. Wakefield stracił uprawnienia lekarskie i akademickie.

Szkody już się jednak dokonały. Według „BMJ” odsetek zaszczepionych MMR w Wielkiej Brytanii spadł w latach 2003–2004 do około 80 procent. Do ochrony całej populacji potrzeba 95 procent. W 2008 roku odrę po raz pierwszy od 14 lat uznano w Anglii i Walii za chorobę endemiczną, czyli znów stale obecną. Od tamtej pory wiele dużych badań sprawdzało związek MMR z autyzmem i żadne go nie potwierdziło.

Dlaczego ten mit był tak skuteczny? Częściowo przez zbieg czasowy. Szczepionkę MMR podaje się dzieciom w okolicach pierwszych urodzin. W podobnym wieku rodzice często zaczynają zauważać pierwsze objawy autyzmu. Dwie rzeczy dzieją się w tym samym okresie życia, więc łatwo uznać, że jedna wywołała drugą.

Polska i grypa A/H1N1, 2009

W Polsce jest jeszcze jedna historia, która dobrze tłumaczy lokalną nieufność. Jesienią 2009 roku, w czasie pandemii grypy A/H1N1, rząd nie kupił szczepionek pandemicznych.

W marcu 2010 roku ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz wyjaśniała tę decyzję przed Zgromadzeniem Parlamentarnym Rady Europy. Według niej producenci chcieli sprzedawać szczepionki tylko rządom, a państwo miało przejąć pełną odpowiedzialność za ewentualne działania niepożądane. Badania kliniczne nie były zakończone, a cena była dwa–trzy razy wyższa niż za szczepionkę na grypę sezonową. Pandemia okazała się łagodniejsza, niż przewidywano.

Ta decyzja jest do dziś sporna. Jej obrońcy mówią, że rząd nie dał się wciągnąć w panikę i oszczędził pieniądze. Krytycy zwracają uwagę, że w oczach wielu ludzi utrwaliła obraz szczepionek jako czegoś, co koncerny chcą „wcisnąć” bez brania odpowiedzialności. Obie strony mają tu swoje racje. Po latach wiadomo też, że jedna ze szczepionek pandemicznych — Pandemrix — rzeczywiście miała rzadkie, poważne działanie niepożądane. Ta historia jest bardziej skomplikowana niż „Kopacz miała rację” albo „Kopacz się myliła”.

Rozdział siódmyDlaczego boimy się szczepionek, a nie tabletek

Paracetamol, ibuprofen czy antybiotyki też mają skutki uboczne, czasem poważne. Mimo to nie ma ruchu „antyibuprofenowego”. Skąd ta różnica? Badacze wskazują kilka mechanizmów naraz.

Szczepionka trafia do zdrowego człowieka

Tabletkę bierzemy, gdy już coś nas boli. Widzimy problem i widzimy, że lek pomaga. Szczepionkę dostaje osoba zdrowa, często niemowlę. Jeśli coś pójdzie źle, wina wydaje się oczywista: „przed szczepieniem był zdrowy”. Jeśli pójdzie dobrze — nic się nie dzieje. Nikt nie świętuje odry, na którą nie zachorował.

Szczepionki są ofiarą własnego sukcesu

Nasi dziadkowie widzieli dzieci sparaliżowane przez polio i umierające na błonicę. My znamy te choroby głównie z podręczników. Kiedy choroba znika z codziennego życia, w ocenie ryzyka zostają już tylko skutki uboczne szczepionki. Ryzyko choroby staje się abstrakcją. Światowa Organizacja Zdrowia w 2019 roku wpisała niechęć do szczepień na listę dziesięciu największych zagrożeń dla zdrowia na świecie. Jako jej główne przyczyny wskazała trzy rzeczy: samozadowolenie, trudny dostęp do szczepionek i brak zaufania.

Błąd zaniechania

Psychologowie od dawna opisują zjawisko nazywane błędem zaniechania. To skłonność do uznawania szkody wyrządzonej działaniem za gorszą niż taka sama — albo nawet większa — szkoda wynikająca z niezrobienia czegoś. Ilana Ritov i Jonathan Baron opisali je w 1990 roku właśnie na przykładzie szczepień. Wiele osób woli nie zaszczepić dziecka, jeśli sama szczepionka niesie choćby niewielkie ryzyko, nawet gdy ryzyko choroby jest dużo większe. Jeśli dziecko zachoruje, to „taki los”. Jeśli zaszkodzi szczepionka, to „ja to zrobiłem”.

Przy tabletkach ten mechanizm nie działa tak silnie. Nie podjęcie leczenia, gdy coś nas boli, też jest decyzją, której skutki widzimy od razu.

Obowiązek budzi opór

Nikt nie każe nam kupować ibuprofenu. Szczepienia dzieci są w Polsce obowiązkowe. Dla części ludzi sam przymus jest powodem do sprzeciwu, niezależnie od tego, czego dotyczy. Spór o szczepienia staje się wtedy sporem o wolność i o zaufanie do państwa, a nie o immunologię.

Ukłucie i niewidzialne składniki

Igła wbita w ciało niemowlęcia przemawia do wyobraźni mocniej niż tabletka. Do tego dochodzą nazwy składników, które brzmią groźnie — formaldehyd, glin, rtęć w starszych szczepionkach. Gdy nie wiemy, jakie są dawki i porównania, sama nazwa robi wrażenie.

Czy to tylko brak wiedzy?

Tu jest najbardziej nieintuicyjna część. Gdyby problemem był tylko brak wiedzy, wystarczyłoby więcej informacji. Badania pokazują, że tak to nie działa. W znanym badaniu Brendana Nyhana i współpracowników, opublikowanym w 2014 roku w „Pediatrics”, rodzicom pokazywano różne komunikaty o szczepieniach. Żaden z nich nie zwiększył ich chęci do szczepienia. U rodziców najbardziej nieufnych prostowanie mitu o autyzmie zmniejszało nawet chęć zaszczepienia dziecka — choć jednocześnie zmniejszało ich wiarę w sam mit.

To znaczy, że nieufność wobec szczepionek rzadko jest tylko luką w wiedzy. Często jest częścią szerszego obrazu świata: braku zaufania do lekarzy, koncernów, rządu. Fakty o szczepionkach nie zmieniają tego obrazu, bo nie o szczepionki w nim chodzi. Pomaga raczej zaufanie do konkretnej osoby — na przykład lekarza rodzinnego, który rozmawia, a nie poucza.

Polska w liczbach

Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH zbiera dane o uchyleniach od obowiązkowych szczepień dzieci. Liczby rosną od kilkunastu lat:

Uchylenia od obowiązkowych szczepień w Polsce
2003–2011 (każdy rok)
<5 tys.
2014
12,7 tys.
2019
48,6 tys.
2023
87,3 tys.
NIZP PZH – PIB, za: Demagog. W latach 2003–2023 liczba uchyleń wzrosła ponad 17-krotnie.

Skutki widać w danych o odrze. Od stycznia do połowy lipca 2019 roku w Polsce zgłoszono 1465 przypadków, najwięcej w ostatniej dekadzie. Odra jest tu dobrym wskaźnikiem, bo jest wyjątkowo zaraźliwa. Pojawia się jako pierwsza, gdy odporność populacji spada poniżej 95 procent.

Rozdział ósmyCzy mamy się bać?

Wróćmy do pytania z początku. Czy strach przed szczepionkami wynika tylko z braku wiedzy? Odpowiedź, którą daje mi ten research, jest dwuczęściowa.

Po pierwsze, część obaw ma realne podstawy. Incydent Cuttera, Pandemrix, zapalenie mięśnia sercowego po szczepionkach mRNA czy zakrzepica po szczepionkach wektorowych to fakty, a nie wymysły. Lekceważenie ich i nazywanie każdego pytającego „foliarzem” tylko pogłębia nieufność. Uczciwa komunikacja mówi: tak, to się zdarza, oto jak często, oto co zrobiono.

Po drugie, skala tych ryzyk jest zupełnie inna niż skala chorób, przed którymi szczepionki chronią. Rzadkie powikłania liczymy w przypadkach na dziesiątki tysięcy lub miliony dawek. Uratowane życia liczymy w setkach milionów. Panika nie jest więc proporcjonalna do ryzyka. Rozsądne pytania są natomiast jak najbardziej na miejscu: jakie jest ryzyko w mojej grupie wieku, w porównaniu z ryzykiem choroby, i czy mam przeciwwskazania.

Można to porównać do pasów bezpieczeństwa. W bardzo rzadkich wypadkach pas może spowodować obrażenia. Nikt jednak nie wyciąga z tego wniosku, że lepiej jeździć bez pasów — bo wie, jak wygląda wypadek bez nich. Przy szczepionkach problem polega na tym, że wielu z nas „wypadku” nigdy nie widziało.

ZakończenieNuda jako dowód

Najlepszy dowód na działanie szczepionek jest strasznie nudny. To brak wydarzeń. Dziecko, które nie zachorowało na odrę. Gardło, które boli dwa dni w roku i na tym koniec. Tej nudy nie da się sfotografować ani wrzucić do sieci jako poruszającej historii. Za to jedno rzadkie powikłanie — da się.

Szczepionka na COVID-19 nie powstała dzięki pójściu na skróty, tylko dzięki temu, że przez dwadzieścia lat wcześniej ktoś cierpliwie badał rzeczy, które wydawały się mało ważne. Zmodyfikowane litery mRNA. Kształt białka kolca wirusa MERS. Strukturę białka, z którym przez pół wieku nie radzono sobie przy RSV. Szybkość z 2020 roku to odsetki od tamtej powolności.

Strach przed szczepionkami nie zniknie dzięki samym liczbom. Ale liczby pomagają zadać lepsze pytanie. Nie „czy szczepionka jest w stu procentach bezpieczna?”, bo nic nie jest. Tylko: „co jest bardziej ryzykowne — szczepionka czy choroba?”. W ogromnej większości przypadków odpowiedź jest jasna. Tam, gdzie nie jest, właśnie o tym warto porozmawiać z lekarzem.


ŹródłaNa czym opiera się ten tekst

Czytaj dalej

Zdrowie i umysłpojedynczy tekst

Narkolepsja z bliska: objawy, badania i codzienne życie z chorobą

Anatomia znikania

Narkolepsja figuruje w podręcznikach jako choroba nadmiernej senności. To prawda, ale niecała. Ten tekst łączy dwie perspektywy: badania naukowe i relację człowieka, który żyje z narkolepsją typu 1 z katapleksją. Od dziwnego uczucia w głowie, jak przy ziewaniu, przez sny, które męczą bardziej niż dzień pracy, po wspomnienia rozmów, które nigdy się nie odbyły.

35 min czytaniaCzytaj →
Zdrowie i umysłpojedynczy tekst

Co cukier naprawdę robi z wątrobą i metabolizmem

Anatomia słodyczy

Otyłość i cukrzyca nie są dwiema nazwami tej samej choroby. Można być szczupłym z chorą wątrobą albo otyłym z dobrymi wynikami. Sprawdzamy, co naprawdę robi z nami cukier, dlaczego ten w płynie jest groźniejszy od tego w jedzeniu i kto przez pół wieku zawdzięczał swoje zyski temu, że winnym był tłuszcz.

25 min czytaniaCzytaj →
Zdrowie i umysłpojedynczy tekst

Co badania naprawdę mówią o medytacji

Trening umysłu

Medytacja nie jest ani duchową ozdobą, ani cudownym lekiem. Jest treningiem uwagi o skromnym, ale realnym i powtarzalnym efekcie. Sprawdzamy, co dokładnie pokazały badania, gdzie kończą się dane, a zaczyna marketing, i dlaczego program narzucony całej klasie wypadł gorzej, niż wszyscy się spodziewali.

20 min czytaniaCzytaj →