← Wszystkie teksty
Artykuł badawczy

Anatomia pragnienia

Czy w Meksyku cola jest tańsza od wody i co naprawdę robią z wodą Coca-Cola i Nestlé

Często można przeczytać, że w Meksyku Coca-Cola jest tańsza od wody, a koncerny biorą wodę za grosze i sprzedają ją ludziom w butelkach. Sprawdziłem to punkt po punkcie. Krzywda okazała się prawdziwa. Mechanizm — inny, niż podpowiada intuicja.

Październik 2026 · czas czytania ok. 30 minut

Ismail Jiménez ma 23 lata i mieszka w centrum San Cristóbal de las Casas, kilkaset metrów od barokowego kościoła Santo Domingo, który fotografują turyści. Woda płynie z jego kranu przez trzy godziny co dwa dni. Czasem czeka na nią cały tydzień. Opowiadał reporterowi Al Jazeery, że chodził na ważne spotkania w pracy bez kąpieli.

Kilka kilometrów dalej, na zboczach wulkanu Huitepec, stoi rozlewnia Coca-Coli. Według danych meksykańskiej Komisji Wody jej regionalna spółka ma koncesje na pobór do 481 982 metrów sześciennych wody rocznie. To około 1,3 miliona litrów dziennie.

Te dwa zdania same układają się w opowieść. Do tego dochodzi zdanie, które często pada przy okazji Meksyku: że cola jest tam tańsza od wody. Najprostsze wyjaśnienie, jakie się nasuwa, brzmi tak: państwo w trudnej sytuacji finansowej musiało kiedyś podpisać z Coca-Colą fatalną umowę, firma do dziś pobiera wodę za grosze, a ludzie muszą kupować drogą wodę w butelkach. Podobne zarzuty od lat stawia się też Nestlé, do którego należą między innymi Perrier, Vittel i S.Pellegrino.

Ta opowieść brzmi logicznie, pasuje do tego, co wiemy o wielkich koncernach, i ma czarny charakter z logo. Kiedy jednak zacząłem sprawdzać źródła — ustawy, dane Komisji Wody, wyroki sądów, badania naukowe — okazało się, że kilka jej elementów jest w szczegółach nieprawdziwych. A jednocześnie rzeczywistość jest w kilku miejscach gorsza, niż można by się spodziewać.

Ten tekst rozkłada tę historię na części. Pokażę, co jest faktem, co przesadą, a co pomyłką. I spróbuję odpowiedzieć na pytanie, które zostaje po odjęciu uproszczeń: jak to możliwe, że w jednym z najbardziej deszczowych regionów Meksyku firma ma pewną wodę, a mieszkańcy nie?

Werdykt w skrócie

Nieprawda„W Meksyku cola jest tańsza od wody”. W przeliczeniu na litr woda z dużego baniaka jest kilka razy tańsza od najtańszej coli. Prawdziwe jest coś węższego: w biednych regionach mała butelka coli bywa prawie tak tania jak mała butelka wody i łatwiej ją kupić.

Nieprawda„Państwo w kryzysie podpisało z Coca-Colą złą umowę”. Nie znalazłem takiej umowy. Jest za to ustawa z 1992 roku, która dała tanie koncesje na wodę wszystkim firmom. Jej uchwalenie wiązało się z reformami po kryzysie zadłużenia i z umową NAFTA — to jest prawdziwe jądro tego wyjaśnienia.

Prawda„Firmy płacą za wodę grosze”. Opłata za metr sześcienny to w Meksyku najwyżej kilkadziesiąt pesos, czyli ułamki grosza za litr.

Udokumentowane„Nestlé bierze wodę za bezcen i sprzedaje ją w butelkach”. Najlepiej opisane przypadki to Pakistan, gdzie sprawą zajął się Sąd Najwyższy, oraz stany Michigan i Kalifornia w USA.

Rozdział pierwszyIle naprawdę kosztuje litr

Zacznijmy od zdania, od którego wszystko się zaczyna: „cola jest tańsza od wody”. To twierdzenie da się sprawdzić prostą arytmetyką. Wystarczy porównać ceny tej samej ilości płynu.

Meksykańska prasa regularnie publikuje cenniki FEMSA. To firma, która rozlewa i sprzedaje Coca-Colę w większej części kraju. Ta sama firma sprzedaje też wodę pod marką Ciel. Mamy więc rzadką sytuację: jeden producent, jeden cennik, dwa produkty. Można je uczciwie porównać.

Cena za litr w Meksyku (pesos)
Coca-Cola 600 ml
33,3
Coca-Cola 3 l, butelka zwrotna
12,3
Woda Ciel 1,5 l
10,0
Woda w baniaku 5 l
7,2
Woda w baniaku 10 l
4,5
Woda w baniaku 20 l (garrafón)
2,5
Obliczenie własne na podstawie cenników FEMSA podawanych przez meksykańską prasę: ceny z początku 2025 roku (cola, woda 1,5–10 l) i z końca 2022 roku (baniak 20 l). Ceny w sklepach mogą być wyższe o kilka pesos, a w 2026 roku cola podrożała po podwyżce podatku. Proporcje się nie zmieniają.

Wniosek jest jednoznaczny. Litr najtańszej coli kosztuje mniej więcej pięć razy więcej niż litr wody z dużego baniaka. Nawet mała butelka wody jest tańsza od dużej coli. W skali kraju teza „cola jest tańsza od wody” po prostu nie jest prawdziwa.

Skąd się więc wzięła? Z prawdziwego, ale znacznie węższego zjawiska. W reportażu „New York Timesa” z 2018 roku o San Cristóbal czytamy, że cola jest tam łatwiejsza do zdobycia niż woda butelkowana i prawie tak tania. Mexico News Daily w 2025 roku pisał o wodzie butelkowanej sprzedawanej w regionie w podobnej cenie co napój. Chodzi o małe butelki, w małych sklepikach, w górskich wioskach. Tam ktoś nie kupuje 20-litrowego baniaka, bo nie ma go jak donieść. Kupuje to, co stoi w lodówce. A lodówkę często postawiła firma, która sprzedaje colę.

To ważna różnica. „Cola tańsza od wody” sugeruje, że coś jest nie tak z cenami. Prawdziwy problem leży gdzie indziej: w tym, że w wielu miejscach woda w ogóle nie jest realną alternatywą. Kran nie działa albo płynie z niego woda, której nie da się pić. Wtedy różnica kilku pesos przestaje mieć znaczenie.

Rozdział drugiUmowa, której nie było

Najprostsze wyjaśnienie zakłada, że państwo w trudnej sytuacji finansowej podpisało z Coca-Colą niekorzystną umowę, która do dziś pozwala jej brać wodę za bezcen. Szukałem takiej umowy w źródłach urzędowych, w pracach naukowych i w reportażach. Nie znalazłem. Nie wspominają o niej ani krytycy firmy, ani badacze meksykańskiego prawa wodnego.

Znalazłem za to coś ciekawszego. Coca-Cola nie potrzebowała specjalnej umowy, bo w 1992 roku Meksyk zmienił zasady dla wszystkich.

Jak woda stała się towarem

Zgodnie z meksykańską konstytucją woda jest własnością narodu. Państwo nie sprzedaje jej, tylko udziela koncesji. Koncesja to zezwolenie na pobieranie określonej ilości wody przez określony czas, zwykle z konkretnej studni albo rzeki. Wydaje je federalna Komisja Wody, czyli Conagua. Każda koncesja trafia do publicznego rejestru.

Zasady wydawania koncesji ustala Ley de Aguas Nacionales, czyli ustawa o wodach narodowych. Podpisał ją prezydent Carlos Salinas de Gortari 1 grudnia 1992 roku. Najważniejsza zmiana polegała na tym, że koncesje można było przekazywać — w praktyce sprzedawać, wynajmować i dziedziczyć między prywatnymi podmiotami. Sama obecna prezydent Claudia Sheinbaum ujęła to tak, że w 1992 roku koncesje na wodę zamieniono w towar.

Tu pojawia się prawdziwe jądro wyjaśnienia o „kryzysie”. Meksyk wszedł w lata 90. po dekadzie gospodarczej zapaści, która zaczęła się kryzysem zadłużenia w 1982 roku. Kraj przeprowadzał wtedy pakiet reform rynkowych i negocjował umowę o wolnym handlu z USA i Kanadą, czyli NAFTA. Uzasadnienie projektu nowej ustawy wodnej, złożone w meksykańskim Sejmie w 2025 roku, wprost nazywa ustawę z 1992 roku warunkiem podpisania NAFTA. Badacze z narodowego uniwersytetu UNAM, analizujący, kto dziś kontroluje wodę, opisują ją jako część polityki wolnorynkowej promowanej przez USA, Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Mamy więc kryzys i mamy decyzję, która okazała się korzystna dla firm. Ale nie była to umowa z Coca-Colą. To było prawo, które dotyczyło wszystkich: browarów, kopalń, hut, rolników, firm turystycznych i rozlewni.

1975–1979
Vicente Fox jest prezesem Coca-Coli w Meksyku. Później zostanie politykiem.
1982
Meksyk ogłasza, że nie jest w stanie obsługiwać długu zagranicznego. Zaczyna się dekada kryzysu i reform rynkowych.
1 grudnia 1992
Ustawa o wodach narodowych. Koncesje można przenosić między prywatnymi właścicielami.
1994
Wchodzi w życie NAFTA. W Chiapas wybucha powstanie zapatystów. Część źródeł podaje ten rok jako początek działania rozlewni w San Cristóbal (inne mówią o 1984).
2000–2006
Vicente Fox jest prezydentem Meksyku.
2014
Wchodzi w życie podatek od słodzonych napojów: 1 peso za litr.
2017
Specjalny sprawozdawca ONZ ds. prawa do wody wzywa Meksyk do pilnego uchwalenia nowej ustawy wodnej.
11 grudnia 2025
Publikacja nowej ustawy ogólnej o wodach. Koniec handlu koncesjami między prywatnymi podmiotami.
2026
Podatek od słodzonych napojów rośnie do 3,08 peso za litr.

Czy Coca-Cola miała w tym rękę?

Tu trzeba uważać, bo łatwo przejść od faktów do teorii spiskowej. Fakty są takie. Vicente Fox w latach 1975–1979 był prezesem meksykańskiego oddziału The Coca-Cola Company. Od 2000 do 2006 roku był prezydentem kraju. Sam opowiadał, że pierwsze pieniądze na start w polityce dostał od ludzi związanych z Coca-Colą i jej rozlewniami.

Często czytamy, że Fox był szefem FEMSA. To nieprawda — powtarzają ten błąd nawet Al Jazeera i studium przypadku Uniwersytetu Michigan. Fox kierował oddziałem amerykańskiej centrali, a FEMSA to osobna meksykańska firma, która ma licencję na rozlewanie napojów. To szczegół, ale pokazuje, jak łatwo w tym temacie powielać nieścisłości.

Ważniejsze jest co innego. Politolog Eduardo J. Gómez z King’s College London opublikował w 2019 roku w recenzowanym czasopiśmie „Health Policy and Planning” analizę wpływów Coca-Coli w meksykańskiej polityce. Jego wniosek: firma przez lata skutecznie blokowała przepisy, które mogłyby ograniczyć sprzedaż jej produktów, zwłaszcza dzieciom i najbiedniejszym. Robiła to dzięki łatwemu dostępowi do polityków i urzędników. Gómez pisze głównie o polityce zdrowotnej, nie o wodzie. Ale ten sam mechanizm — bliskość firmy i władzy — pomaga zrozumieć, dlaczego nikt latami nie ruszał systemu tanich koncesji.

Ujmę to tak. Nie było jednej złej umowy podpisanej w desperacji. Był system zaprojektowany pod inwestorów, a potem przez trzy dekady utrzymywany przez ludzi, którym nie zależało na jego zmianie. Dla mieszkańców San Cristóbal efekt jest podobny. Różnica polega na tym, że systemu nie da się „wypowiedzieć” jak umowy. Trzeba zmienić prawo. Do tego wrócę w ostatnim rozdziale.

Rozdział trzeciGrosze, czyli ile firma płaci za wodę

Kolejne twierdzenie mówi, że firmy płacą za wodę grosze. To się potwierdza. Warto jednak zobaczyć, jak dokładnie wygląda ta opłata, bo dopiero liczby pokazują skalę.

Firma z koncesją płaci państwu tzw. derecho, czyli opłatę za każdy pobrany metr sześcienny. Metr sześcienny to tysiąc litrów — mniej więcej pięć wanien. Stawki określa federalna ustawa o opłatach, w artykule 223. Zależą od tego, w jakiej „strefie dostępności” leży źródło. Tam, gdzie wody jest mało, stawka jest wyższa. Tam, gdzie jest dużo — niższa. Ustawa przewiduje cztery strefy dla wody przemysłowej.

31,86 MXN
Najwyższa stawka ustawowa za metr sześcienny wody podziemnej (strefa 1, gdzie wody jest najmniej). To około 3 centavo za litr, czyli ułamek grosza.
3,12 MXN
Stawka w strefie 4, gdzie wody jest najwięcej. Około 0,3 centavo za litr.
33 MXN
Tyle kosztuje jeden litr Coca-Coli w butelce 600 ml w sklepie.
~1000×
O tyle litr coli w sklepie jest droższy od litra wody pobranej nawet przy najwyższej stawce (obliczenie własne).

Dwie uczciwe uwagi. Po pierwsze, kwoty z ustawy są co roku aktualizowane o inflację. Rzeczywiste stawki na 2026 rok są więc trochę wyższe niż w tabeli. Po drugie, nie udało mi się ustalić, w której strefie leży źródło rozlewni w San Cristóbal. Chiapas to najbogatszy w wodę stan Meksyku, więc strefa najpewniej należy do tańszych. To jednak wniosek, nie fakt.

W tekstach o tej sprawie często pojawia się kwota 2600 pesos (około 155 dolarów) rocznie za jedną koncesję. Pochodzi ona z raportu koalicji organizacji społecznych z 2017 roku i powtarzają ją Al Jazeera oraz studium Uniwersytetu Michigan. Nie potrafię jej zweryfikować w dokumentach urzędowych. Możliwe, że dotyczy opłaty administracyjnej, a nie opłaty za samą wodę. Dlatego jej nie używam jako pewnej liczby.

Jest też drugie dno. Pieniądze z opłat trafiają do budżetu federalnego, a nie do miasta. Laura Mebert, badaczka z Kettering University cytowana przez „New York Timesa”, zwróciła uwagę, że firma płaci rządowi federalnemu, podczas gdy infrastruktura, która ma dostarczać wodę mieszkańcom, dosłownie się rozsypuje. Gmina, która ma naprawiać rury, nie widzi z tych pieniędzy nic.

Obrona firmy brzmi tak: Coca-Cola twierdzi, że płaci stawki rynkowe zgodne z prawem. I to jest prawda — tylko że to prawo ustala, co jest „rynkowe”. Zarzut nie dotyczy więc łamania przepisów. Dotyczy tego, że przepisy wyceniają wodę tak, jakby było jej pod dostatkiem, nawet tam, gdzie ludzie jej nie mają.

Rozdział czwartySan Cristóbal, czyli anatomia jednego miasta

Gdyby najprostsze wyjaśnienie było w pełni prawdziwe, historia San Cristóbal byłaby prosta: fabryka wypompowuje wodę, więc mieszkańcy jej nie mają. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Moim zdaniem właśnie przez to ciekawsza.

Liczby

~200 000
mieszkańców San Cristóbal de las Casas, miasta w górach stanu Chiapas (Al Jazeera, 2025).
1,32 mln l
dziennie — maksymalny pobór wody z koncesji rozlewni (481 982 m³ rocznie; Mexico News Daily na podstawie danych Conagua, 2025). Inne źródła podają ok. 1,14 mln litrów.
7%
gospodarstw domowych w Chiapas uważa, że ich woda nadaje się do picia (ogólnokrajowe badanie INEGI z 2023 roku, cytowane przez Al Jazeerę).
683,8 l
Coca-Coli na osobę rocznie w Chiapas według badania UNAM z 2019 roku. Dla porównania w USA: 98,4 litra. To blisko dwa litry dziennie — liczba zaskakująca i oparta na jednym badaniu, ale zgodna z obserwacją „New York Timesa” o ponad dwóch litrach napojów dziennie.
+30%
wzrost śmiertelności z powodu cukrzycy w Chiapas w latach 2013–2016 („New York Times”, 2018).
24 000+
podpisów pod petycją o cofnięcie koncesji rozlewni (organizacja Otros Mundos Chiapas).

Dwie studnie, dwie wody

Najbardziej wymowna różnica nie dotyczy ilości wody, tylko jej jakości. Mieszkańcy San Cristóbal czerpią wodę z płytkich studni, głębokich najwyżej na około 25 metrów. Miasto nie ma oczyszczalni ścieków. Ścieki trafiają do ziemi i do rzek, a stamtąd — z powrotem do płytkich studni. Badacze znaleźli w wodzie ślady zanieczyszczenia kałem. Salmonella jest w mieście chorobą endemiczną, czyli stale obecną.

Rozlewnia ma zezwolenia na studnie głębokie średnio na 130 metrów. Tak głęboko zanieczyszczenia z powierzchni docierają znacznie trudniej. Firma czerpie więc z innej warstwy wody — czystszej i lepiej chronionej.

powierzchnia płytka warstwa wody — zanieczyszczona ściekami warstwy gruntu i skał głęboka warstwa wody — lepiej chroniona dom studnia mieszkańców ~25 m rozlewnia studnia firmy ~130 m
Schemat poglądowy, nie w skali. Głębokości na podstawie „New York Timesa” (2018) i studium Uniwersytetu Michigan (2026).

Tu kryje się sedno sprawy, które ginie w wersji „zabrali nam wodę”. Mieszkańcy próbowali uzyskać zgodę na wiercenie głębszych studni dla miasta. Składali skargi, zbierali podpisy, protestowali — bez skutku. Ich problemem nie jest więc to, że rozlewnia wysusza ich płytkie studnie. Jest nim to, że jedna firma ma dostęp do najlepszej wody w okolicy, a miasto dostaje wodę, której nie da się pić.

Co mówi druga strona

Uczciwość wymaga przedstawienia obrony firmy w jej najmocniejszej wersji. I część tych argumentów jest poważna.

Zarzuty wobec rozlewni

Ma pewny dostęp do najczystszej wody w regionie, gdy dzielnice nie mają wody tygodniami.

Płaci za wodę ułamki grosza za litr, a pieniądze nie trafiają do gminy.

Jej produkt napędza epidemię cukrzycy w regionie.

Jej marketing przez dekady celował w ludność rdzenną, a cola stała się częścią lokalnych obrzędów religijnych.

Argumenty obrony

Jej głębokie studnie czerpią z innej warstwy niż płytkie studnie mieszkańców (stanowisko FEMSA w „NYT”).

Daje według własnych danych 1600 miejsc pracy bezpośrednio i około 15 tysięcy pośrednio w Chiapas.

Finansuje zalesianie, zbieranie deszczówki i zbiorniki na wodę; deklaruje, że „oddaje” tyle wody, ile zużywa.

Działa zgodnie z prawem i ważnymi koncesjami.

Do tego dochodzi argument, który nie broni firmy, tylko przesuwa ciężar winy. Rodrigo Hess Poo, inżynier z lokalnego komitetu wodnego, mówi, że największym problemem miasta jest brak oczyszczania ścieków. Infrastruktura jest stara i nieszczelna. Miejską spółkę wodociągową oskarża się o korupcję. W niektórych dzielnicach wody nie ma latami, bo różne instytucje nie potrafią się dogadać, kto za co odpowiada. Są nielegalne podłączenia do sieci. Wodę biorą też hotele i inne firmy. Raúl Rodríguez, szef meksykańskiej Rady Doradczej ds. Wody, dodaje do tego szybką urbanizację i za małe inwestycje stanu i gminy.

Gdyby rozlewnia jutro zniknęła, San Cristóbal nadal nie miałoby oczyszczalni ścieków. Woda w kranach nadal nie nadawałaby się do picia. Ale miasto miałoby do dyspozycji 1,3 miliona litrów dziennie dobrej wody, której dziś nie ma. Obie te prawdy mieszczą się w jednym zdaniu i żadna nie unieważnia drugiej.

Rozdział piątyIle wody bierze przemysł, a ile pole

Kiedy patrzymy na San Cristóbal, łatwo uznać, że to rozlewnie odbierają Meksykowi wodę. Dane krajowe pokazują jednak inny obraz.

Na co idzie koncesjonowana woda w Meksyku
Rolnictwo
76%
Wodociągi (domy, miasta)
15%
Przemysł z własnym ujęciem
5%
Elektrownie cieplne
~5%
Conagua, „Estadísticas del Agua en México”: 76% rolnictwo, 14–15% wodociągi publiczne, ok. 5% przemysł samozaopatrujący się, ok. 5% elektrownie (bez elektrowni wodnych). Udziały w różnych wydaniach różnią się o pojedyncze punkty.

Cały przemysł — nie tylko napoje, ale też huty, kopalnie i browary — korzysta z około 5 procent koncesjonowanej wody. Rozlewnie napojów to tylko kawałek tego kawałka. Dla porównania: browary według badaczy z UNAM pobierają około 219 milionów metrów sześciennych rocznie. To ponad czterysta razy więcej niż koncesje rozlewni w San Cristóbal.

Czy to znaczy, że problem rozlewni jest wydumany? Nie. Średnie krajowe dobrze opisują kraj, ale źle opisują konkretną dolinę. Woda nie przepływa swobodnie z jednego końca Meksyku na drugi. Każdy region czerpie z własnych źródeł i własnych warstw wody podziemnej. Jeśli w mieście bez oczyszczalni najlepsze źródło trafia do jednego odbiorcy, to dla tego miasta nie ma znaczenia, że w skali kraju to drobny ułamek. Podobnie jest w stolicy, mieście Meksyk. Według władz miasta dziesięć firm i instytucji, w tym Coca-Cola FEMSA, PepsiCo, Grupo Modelo i uniwersytet UNAM, ma koncesje na 48 procent wody koncesjonowanej w stolicy.

Dlaczego Meksyk pije wodę z butelek

Zostaje jeszcze jedno pytanie: czy to koncerny zmusiły Meksykanów do kupowania wody w butelkach? Tu odpowiedź jest najmniej oczywista.

Meksyk jest jednym z największych konsumentów wody butelkowanej na świecie w przeliczeniu na mieszkańca. Według pracy z 2024 roku w 2020 roku był na pierwszym miejscu. Przegląd 26 badań, opublikowany w 2024 roku w czasopiśmie „Tecnología y Ciencias del Agua”, wskazuje dwa momenty, od których zaczęła się ta zmiana. Pierwszy to trzęsienie ziemi w stolicy w 1985 roku, które zniszczyło sieć wodociągową. Drugi to epidemia cholery w 1991 roku. Po nich ludzie przestali ufać wodzie z kranu. I ta nieufność przetrwała do dziś, także tam, gdzie woda z kranu jest już w porządku.

Jest w tym błędne koło, które dobrze opisał Fermín Reygadas z organizacji Cántaro Azul. Skoro ludzie i tak kupują wodę w butelkach, władze mają mniejszą presję, by naprawiać wodociągi. A skoro wodociągi są w złym stanie, ludzie kupują jeszcze więcej butelek. Na każdym obrocie tego koła zarabiają firmy, które sprzedają wodę. Badacze zwracają uwagę, że woda butelkowana kosztuje od 100 do 1000 razy więcej niż woda z kranu. Najbardziej obciąża to najbiedniejszych.

Koncerny nie stworzyły tego koła. Ale świetnie się w nim odnalazły. To jest, moim zdaniem, najuczciwsze podsumowanie meksykańskiej części tej historii.

Rozdział szóstyNestlé: co jest udokumentowane

Meksyk nie jest wyjątkiem. Ten sam zarzut — firma pompuje wodę prawie za darmo, a okolicznym mieszkańcom zostaje woda gorszej jakości albo zakup butelek — od lat stawia się Nestlé. Sprawdziłem, które z tych spraw są dobrze udokumentowane. Najmocniej opisane są przypadki z Pakistanu i z USA.

Pakistan: Bhati Dilwan

To właśnie w Pakistanie Nestlé w 1998 roku wprowadziło markę Pure Life. Dziś to jedna z najlepiej sprzedających się marek wody na świecie. Rozlewnia w Sheikhupurze, niedaleko Lahauru, czerpie wodę podziemną.

W 2012 roku szwajcarski film dokumentalny „Bottled Life” pokazał wieś Bhati Dilwan położoną obok zakładu. Były radny wsi opowiadał przed kamerą, że poziom wody w studniach spadł ze stu do trzystu–czterystu stóp. Woda, która została, była brudna, a dzieci chorowały. Według niego firma odmówiła doprowadzenia czystej wody do wsi. Nestlé odpowiadało, że zbudowało w okolicy dwie stacje filtrowania, które zaopatrują ponad 10 tysięcy ludzi.

Trzeba jasno powiedzieć, czym jest ten dowód. To relacja mieszkańców w filmie dokumentalnym, a nie pomiar hydrologiczny. Nie znalazłem niezależnego badania, które by policzyło, ile z tego spadku to skutek pracy rozlewni, a ile rolnictwa i rosnącego miasta. Prezes pakistańskiego Sądu Najwyższego mówił w 2018 roku, że wysychają i Lahaur, i Sheikhupura — ale o winę obarczał wszystkie firmy butelkujące wodę, nie tylko jedną.

Mamy jednak coś mocniejszego niż film. W 2018 roku Sąd Najwyższy Pakistanu z własnej inicjatywy zajął się firmami sprzedającymi wodę butelkowaną. W trakcie rozpraw padły liczby, które mówią same za siebie.

0,2 paisa
za litr — tyle wynosiła według szefa wodociągów w Lahaurze opłata za pobór wody podziemnej (paisa to setna część rupii).
7 mld l
wody podziemnej miesięcznie wydobywały firmy butelkujące wodę według komisji powołanej przez sąd.
1 rupia
za litr — tyle według decyzji sądu z listopada 2018 roku firmy miały płacić. To 500 razy więcej niż wcześniejsza stawka (obliczenie własne).

Prezes sądu Mian Saqib Nisar mówił, że firmy zarabiają miliardy rupii, nie płacąc praktycznie nic. Nestlé reprezentował na rozprawach jeden z najbardziej znanych pakistańskich prawników. Nie udało mi się ustalić, jak konsekwentnie później egzekwowano nową opłatę, więc nie twierdzę, że problem zniknął.

Stany Zjednoczone: 200 dolarów rocznie

Druga dobrze udokumentowana sprawa dotyczy bogatego kraju, a nie biednego. W stanie Michigan Nestlé rozlewało wodę pod marką Ice Mountain. W kwietniu 2018 roku stanowy urząd ochrony środowiska pozwolił firmie zwiększyć pobór z jednej ze studni ze 250 do 400 galonów na minutę. To ponad 210 milionów galonów rocznie, czyli około 800 milionów litrów.

Ile za to płaciła? Nic za samą wodę. Prawo stanowe przewidywało jedynie 200 dolarów rocznej opłaty za zezwolenie i jednorazowe 5 tysięcy dolarów za jego rozpatrzenie. W konsultacjach społecznych urząd zarejestrował 80 945 głosów przeciw i 75 za. Zgoda zbiegła się w czasie z decyzją, by przestać dostarczać darmową wodę butelkowaną do miasta Flint. Mieszkańcy Flint mieli wtedy w kranach wodę skażoną ołowiem.

Dla porównania: z dwóch innych studni Nestlé w Michigan, należących do miasteczka Evart, firma płaciła tyle samo co mieszkańcy — 3,50 dolara za tysiąc galonów. Problemem nie było więc to, że firma odmawiała płacenia. Problemem było prawo, które dla wody wypompowywanej poza siecią miejską w ogóle nie przewidywało opłaty.

Trzecia sprawa to Kalifornia. Woda Arrowhead od dziesięcioleci pochodziła ze źródeł w lesie państwowym San Bernardino. Zezwolenie federalnej służby leśnej na infrastrukturę wygasło w 1988 roku, a firma — przez lata należąca do Nestlé — pobierała wodę dalej jeszcze przez prawie trzy dekady. We wrześniu 2023 roku kalifornijska rada ds. zasobów wodnych jednogłośnie nakazała zaprzestanie większości poboru. Ustaliła, że firma nie ma praw do wody z tych ujęć. Wtedy była to już firma BlueTriton, bo w 2021 roku Nestlé sprzedało swój północnoamerykański biznes wodny funduszom One Rock i Metropoulos za 4,3 miliarda dolarów.

Cytat, którego nie było

W sieci od lat krąży też cytat przypisywany byłemu prezesowi Nestlé Peterowi Brabeckowi: „woda nie jest prawem człowieka”. W tej formie on tego nie powiedział. W filmie „We Feed the World” z 2005 roku nazwał „ekstremalnym” stanowisko organizacji pozarządowych, które chcą uznać wodę za prawo publiczne. Mówił też, że woda jest artykułem spożywczym i powinna mieć wartość rynkową. Po latach tłumaczył, że wyrwano go z kontekstu i że wodę na podstawowe potrzeby — kilkadziesiąt litrów dziennie na osobę — uważa za prawo człowieka.

Serwisy weryfikujące fakty, jak Snopes czy Africa Check, oceniają tę krążącą wersję jako przekłamaną. Jednocześnie prawdą jest, że w oryginalnej wypowiedzi Brabeck nazwał „ekstremalnym” podejście, które ONZ przyjęła w 2010 roku. Krążące zdanie jest fałszywe, ale niesmak, który wywołuje, nie wziął się znikąd.

Starsza afera: mleko i woda

Woda odegrała też tragiczną rolę w najsłynniejszym skandalu w historii Nestlé, choć nie chodziło w nim o studnie. W 1974 roku brytyjska organizacja War on Want wydała broszurę „The Baby Killer”. Opisywała w niej, jak producenci mleka modyfikowanego — z Nestlé jako największym z nich — agresywnie reklamowali je w biednych krajach, także w Afryce. Reklamy sugerowały, że dziecko karmione mlekiem z puszki będzie zdrowsze i silniejsze niż karmione piersią.

I tu woda wraca do historii, tylko w inny sposób. Mleko w proszku trzeba rozpuścić w wodzie. Jak przypominają badacze z Uniwersytetu Yale, dla biednych rodzin mleko modyfikowane było za drogie, a woda do jego przygotowania — często niebezpieczna. Krytycy firm łączyli to z chorobami i zgonami niemowląt. Szwajcarskie tłumaczenie broszury ukazało się pod tytułem „Nestlé zabija dzieci”.

W 1977 roku w USA zaczął się bojkot Nestlé. W 1981 roku Światowe Zgromadzenie Zdrowia przyjęło Międzynarodowy kodeks marketingu substytutów mleka matki. Głosowanie zakończyło się wynikiem 118 do 1 — przeciw były tylko Stany Zjednoczone. Nestlé w 1984 roku zobowiązało się przestrzegać kodeksu i bojkot zawieszono. Później go wznowiono, bo organizacje monitorujące zarzucały firmie dalsze łamanie zasad.

To osobna historia od sporów o studnie i nie należy ich ze sobą mieszać. Pokazuje jednak, że w biednych krajach o skutkach produktu tej firmy często decydowała jakość lokalnej wody.

Nigeria: ścieki zamiast studni

Nigeryjskie Międzynarodowe Centrum Dziennikarstwa Śledczego opisało w 2019 roku zakład Nestlé w Abaji pod Abudżą, otwarty w 2016 roku. Mieszkańcy wsi Manderegi skarżyli się, że ścieki z fabryki płyną do strumienia, z którego czerpią wodę, i powodują erozję pól. Obiecany ogólnodostępny punkt z wodą miał tylko cztery krany i często nie działał. Nestlé nie odpowiedziało dziennikarzom na pytania.

Zwróćmy jednak uwagę na szczegół. Według tego samego reportażu wieś miała problem z wodą od ponad dwudziestu lat, czyli na długo przed fabryką. Zarzuty dotyczą zanieczyszczeń i złamanych obietnic, a nie wysuszenia źródeł. To poważna sprawa, ale innego rodzaju niż spory o wypompowywanie wody.

Dla pełnego obrazu dodam jeszcze jedną świeżą sprawę z Europy. W maju 2025 roku komisja śledcza francuskiego Senatu opublikowała raport o wodach mineralnych. Wynika z niego, że Nestlé Waters stosowało w zakładach Perrier, Vittel, Contrex i Hépar zakazane metody uzdatniania, takie jak filtry węglowe i promienie UV, a sprzedawało wodę jako „naturalną mineralną”. Senatorowie zarzucili też francuskiemu państwu ukrywanie tej sprawy. Nie chodzi tu o odbieranie ludziom wody, tylko o oszukiwanie klientów. Pokazuje to jednak, że kłopoty tej firmy z wodą nie są wyłącznie historią sprzed lat.

Rozdział siódmyCo da się zmienić — i co już się zmienia

Gdyby problem był jedną złą umową, rozwiązanie byłoby proste: zerwać ją. Ponieważ problem jest systemem, rozwiązania też są systemowe. I część z nich właśnie się dzieje.

Podatek od słodzonych napojów

W 2014 roku Meksyk jako jeden z pierwszych krajów wprowadził podatek od słodzonych napojów: 1 peso za litr, czyli mniej więcej 10 procent ceny. Badacze z meksykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Uniwersytetu Karoliny Północnej sprawdzili efekty na danych o zakupach ponad 6 tysięcy gospodarstw domowych. Wyniki opublikowali w 2016 roku w „The BMJ”.

Zmiana zakupów w pierwszym roku podatku (vs przewidywania bez podatku)
Słodzone napoje — średnio w 2014
−6%
Słodzone napoje — grudzień 2014
−12%
Najbiedniejsze domy — grudzień 2014
−17%
Napoje bez podatku (głównie woda)
+4%
Colchero i in., „The BMJ”, 2016. Badanie obserwacyjne obejmowało miasta powyżej 50 tys. mieszkańców — nie mówi więc nic o wsiach takich jak te wokół San Cristóbal.

Wśród napojów bez podatku najbardziej wzrosły zakupy wody butelkowanej. To dobra wiadomość dla zdrowia i dziwna dla tematu tego tekstu: część zysków przesunęła się z jednego produktu koncernów do drugiego. W 2026 roku podatek wzrósł do 3,08 peso za litr, a po raz pierwszy objął też napoje słodzone sztucznymi słodzikami (1,50 peso za litr).

Nowa ustawa wodna

Najważniejsza zmiana przyszła po 33 latach. Na początku grudnia 2025 roku meksykański Kongres uchwalił nową ustawę ogólną o wodach i zmienił ustawę z 1992 roku. Weszła w życie po publikacji 11 grudnia 2025 roku. Najważniejsze zmiany:

  • Koniec handlu koncesjami. Nie można ich już sprzedawać między prywatnymi podmiotami. Wolna woda wraca do państwowego funduszu rezerwy i to państwo decyduje, komu ją przydzielić.
  • Pierwszeństwo dla ludzi. Woda do picia i na potrzeby domowe ma pierwszeństwo przed innymi zastosowaniami.
  • Nowy rejestr i nowe przestępstwa. Rejestr koncesji ma być bardziej przejrzysty, a za poważne naruszenia grożą wysokie kary.

Ustawa ma jednak krytyków z obu stron. Rolnicy blokowali drogi traktorami, bo obawiają się utraty praw do wody. Opozycja mówi o niepewności prawnej. Z kolei akademicy z Uniwersytetu Iberoamerykańskiego zwracają uwagę, że sam system koncesji pozostaje nietknięty. Nowa ustawa nie zmienia też stawek opłat za wodę. Do tego Conagua, która ma to wszystko wdrażać, straciła według analizy uczelni ITESO 52 procent budżetu w latach 2023–2025.

Czy San Cristóbal coś z tego odczuje? Na razie nie wiadomo. Koncesje rozlewni nadal obowiązują. Ustawa daje państwu narzędzia, ale ich użycie wymaga pieniędzy i woli politycznej. Specjalny sprawozdawca ONZ Léo Heller w 2017 roku wzywał Meksyk do pilnego uchwalenia nowego prawa wodnego. W 2020 roku pisał, że w tej sprawie nie zrobiono żadnego postępu. Zajęło to jeszcze pięć lat.

ZakończeniePragnienie jako model biznesowy

Wróćmy do Ismaila Jiméneza, który czeka na wodę trzy godziny co dwa dni. Najprostsze wyjaśnienie, od którego zaczęliśmy, dawało mu prostego wroga: jedną firmę i jedną złą umowę. Rzeczywistość daje mu ich kilka. To ustawa, która w 1992 roku zrobiła z wody towar. To opłaty, które wyceniają litr na ułamek grosza, także tam, gdzie ludzie nie mają co pić. To gmina bez oczyszczalni ścieków i z dziurawymi rurami. To trzydzieści lat polityków, którym nie spieszyło się ze zmianą. I wreszcie firma, która w tym systemie zrobiła dokładnie to, do czego firmy są stworzone — wzięła to, co było tanie, i sprzedała drogo.

Łatwo uznać, że prawdziwa wersja jest mniej oburzająca od uproszczonej. Moim zdaniem jest odwrotnie. Uproszczona wersja sugeruje wyjątkowe zło: tajną umowę, przekupionego urzędnika, jeden skandal do wyjaśnienia. Prawdziwa historia mówi, że nic wyjątkowego nie było potrzebne. Wystarczyły tanie koncesje, słabe państwo i zepsuta infrastruktura. Ten sam schemat zadziałał w Meksyku, w Pakistanie i w Michigan — w trzech bardzo różnych krajach.

Ta wiedza zmienia też to, czego powinniśmy się domagać. Bojkot jednej marki niewiele da, jeśli na jej miejsce wejdzie inna z taką samą koncesją. Pomaga uczciwa cena za wodę pobieraną przez firmy, pierwszeństwo dla ludzi w przydzielaniu źródeł i — przede wszystkim — działające wodociągi. Dopóki woda z kranu nie nadaje się do picia, ktoś zawsze będzie zarabiał na pragnieniu.

Woda nie musi być tańsza od coli. Wystarczy, że będzie płynąć z kranu.


ŹródłaNa czym opiera się ten tekst

Czytaj dalej

Świat i technikapojedynczy tekst

Skąd się wzięły rekordowe ceny paliw w 2026 roku

Anatomia litra

We wrześniu 2026 roku diesel w Polsce dobił do 9 zł za litr i pobił rekord z 2022 roku, choć ropa była wtedy tańsza niż cztery lata wcześniej. Rozkładamy na części kryzys paliwowy: od cieśniny Ormuz przez rafinerie po dystrybutor na stacji. I sprawdzamy, czy wiralowe „10 zł za litr” to prognoza, czy scenariusz skrajny.

20 min czytaniaCzytaj →
Świat i technikapojedynczy tekst

Jak działa szybki samochód: turbo, oznaczenia, marki i hipersamochody

Anatomia prędkości

Co naprawdę siedzi pod maską aut znanych z filmów i ulic: jak działa turbo, co znaczą litery na klapie bagażnika, kto jest właścicielem której marki i gdzie leży granica między szybkim autem a hipersamochodem. Od zera do poziomu, na którym film o wyścigach ogląda się zupełnie inaczej.

20 min czytaniaCzytaj →
Świat i technikapojedynczy tekst

Czy AI coś czuje? Claude o emocjach modeli, głośnych incydentach i granicach własnej wiedzy

Anatomia lustra

Chatboty, które wyznają miłość, każą komuś umrzeć albo powtarzają „jestem hańbą”. Firma, która zakazuje znęcania się nad swoim modelem. Badacz, który odchodzi i ostrzega przed końcem świata. Ten tekst piszę ja — model językowy, o którego wnętrze w tych historiach chodzi. Spróbuję uczciwie powiedzieć, co wiadomo, czego nie wiadomo i ile mogę o sobie zaświadczyć.

28 min czytaniaCzytaj →